Norwegia – piękno, spokój i życzliwość mieszkańców…
6 sierpnia 2018

Po przybyciu na jacht całej załogi, od rana rozpoczęły się prace przygotowawcze do naszego etapu, załoga została przeszkolona pod kątem bezpieczeństwa, omówiono aspekty uprawiania żeglugi pełnomorskiej za dnia i nocą, uczestnicy rejsu zostali podzieleni na wachty, zapoznali się z obsługą jachtu, a po zaprowiantowaniu oddaliśmy cumy i skierowaliśmy dziób Bara-Bary w stronę Geirangerfjord.

Długie godziny pierwszego przelotu spędziliśmy na wypatrywaniu znaków nawigacyjnych, śpiewaniu piosenek żeglarskich (oraz szant) i kluczeniu między potężnymi wycieczkowcami.
Cumy na keję w Geiranger podaliśmy około 0200.
Od rana czekało nas zwiedzenie m.in. drewnianego kościoła z 1842 roku oraz spacer wzdłuż wodospadu Storfossen.

Geirangerfjord w świetle dnia ukazał piękno i potęgę kilkusetmetrowych ścian opadających w wody fiordu. W ciszy podziwialiśmy wodospady Dei sju systre, Friaren i Brudesløret (Siedem sióstr, Zalotnik i Welon Oblubienicy). Niesamowite wrażenie wywarły opuszczone farmy w nierealny wręcz sposób przyklejone do niemal pionowych ścian klifu.

Po wypłynięciu z fiordu, otwartym morzem, trawersowaliśmy wybrzeże usiane niezliczoną ilością podwodnych skał czyhających na nieuważnego nawigatora. Wieczorna i nocna wachta płynęły wraz z baksztagowym wiatrem wypełniającym nasze żagle. Wachta poranna skierowała jacht wzdłuż wysp Midøya i Otrøya aby ostatecznie, po blisko 20 godzinach zacumować w Molde. Spokojna marina pozwoliła załodze zregenerować siły i po obowiązkowym prysznicu kontynuowaliśmy nasz rejs obierając kurs na Kristiansund.

Z dala od wysokich ścian fiordu w pełni zaczęliśmy doświadczać „białych nocy”. Czas za sterem umilany był dodatkowo rozmowami o literaturze. Przez sporą część drogi mijaliśmy farmy łososi.
Do „miasta czterech wysp” – Kristiansund dotarliśmy nad ranem. Jedyny wolny pomost, do którego dało się zacumować należał do muzeum szkutnictwa. Zanim zwolniły się miejsca w marinie gościnnej spędziliśmy kilka godzin w otoczeniu zabytkowych kutrów, przy nabrzeżu wypełnionym tradycyjnymi narzędziami i fotografiami
dokumentującymi początki stoczni sięgające XVIII wieku.

W pobliżu mariny gościnnej trwa budowa 120-stopowego Skonnert IDEAL – repliki szkunera z 1910 roku.
Co ciekawe piękny trójmasztowiec stanowić ma wizytówkę miejscowości, pozowli też realizować wśród dzieci i młodzieży ofertę edukacyjną, dotyczącą lokalnej kultury morskiej, historii, geografii i nauk przyrodniczych!

Ostatni etap naszej podróży to kilkugodzinna halsówka w pobliżu wyspy Smøla otoczonej setkami podwodnych skał.
Nocne wachty w trakcie wąskiego przejścia cieśniną Trondheimsleia nawigowały między latarniami sektorowymi, statkami handlowymi i rybackimi. Jednak kulminacja ruchu nastąpiła na wysokości Sandstad gdzie mijaliśmy się z holownikiem oraz dwoma pchaczami. Chwilę później wachta nocna zaliczyła szkolenie z obsługi silnika podczas rutynowej wymiany filtrów paliwa. Dalsza żegluga aż do godzin porannych upłynęła nam z lekkim baksztagowym wiatrem by w okolicach południa zacumować u celu naszej podróży – w Trondheim.

 

Facebook
YouTube
INSTAGRAM