Mój pierwszy raz;)…czyli jak rozpoczęłam przygodę z żeglarstwem
17 maja 2018
Norwegia – piękno, spokój i życzliwość mieszkańców…
6 sierpnia 2018

dav

Navigare Yacht Club, Kraków.

Przez internet znalazłem ofertę Navigare Yacht Club Rejs z Świnoujścia do Kopenhagi. Kończę w sierpniu 69 lat.  3 doby to chyba wyrobię?  Wysłałem maila czy są jakieś ograniczenia wiekowe?

Dzień dobry Panu!

Nie ma górnej granicy wieku – każdy może uczestniczyć, jeśli tylko zdrowie pozwala. Każdy aktywnie uczestniczy w życiu jachtowym, pomaga kapitanowi, współpracuje z załogą. Zapraszamy serdecznie. Można również zapisać się na oba etapy – czyli Świnoujście – Kopenhaga oraz Kopenhaga Oslo w cenie 950 zł!

Pozdrawiam serdecznie,

Propozycja 7 dni i dopłynięcie aż do Oslo za dodatkowe 300 zł wydał się dobra.  Czemu nie?! Najwyżej zrezygnuje w Kopenhadze. Leżanka na pokładzie, trzeba mieć grubą książkę na 7 dni.  Zapisałem się do Oslo i kupiłem książkę Magdaleny Grzebałkowskiej, „Komeda – Osobiste Życie Jazzu”.

Kapitan Wojtek

Trochę mnie zaniepokoiła odpowiedź mailowa od Pana Kapitana Wojtka na moje pytanie: Czy na jachcie jest prąd?

Witaj

Jachty morskie muszą mieć prąd do oświetlenia nawigacyjnego, rozrusznika silnika oraz socjalnego.  Jest to instalacja 12 V. W porcie jest 230  V ale postoi nie będzie dużo.  Zatem ładowarkę samochodową do telefonów można wziąć choć są na pokładzie.

Napisz proszę

1 czy masz stopień żeglarski

2 jaki masz staż żeglarski

3 kiedy będziesz w Świnoujściu

4 na kiedy masz bilet powrotny i skąd.

Na razie tyle. Będę ci pisał co i jak.

 

Notatki Kasi z spotkania przed rejsem

Oto moje notatki 🙂

Temperatura na morzu 20 stopni odczuwalna 15. W nocy 10 -12 stopni . Na morzu -10 stopni w porównaniu do lądu!

Czapkę , termobielizne, szotowki,

Sztormiak+ spodnie nieprzemakalne.

Śpiwór! Nie musi być gruby na statku jest wabasto. Na statku jest koc ale na ciepłe nocy tylko.

But wodoodporny! Mogą być turystyczne

Paszporty! Ewentualnie dowód ten który podany w odprawie lotniskowej.

Kartę Ubezpieczenie NFZ

Okulary przeciwsłoneczne

Krem przeciwsłoneczny

Lampkę czołówkę!!

Ładowarkę do telefonu samochodowa

Letnie buty i letnie rzeczy do wyjścia na miasto;)

Czapka od słońca

Alkohol dla chętnych,

Do zrobienia na przyszły tydzień: Ustalić jadłospis śniadania , obiad , kolacje. Coś słodkiego również. Na tej podstawie zrobimy zakupy w Świnoujściu. Nie ma lodówki na statku.

Walutę (drobne) na prysznic w Danii i Oslo. Waluta na wachtę do ustalenia.

To chyba wszystko.

Pozdrawiam

Kasia

Notatki Kasi ze spotkania w Krakowie na którym nie byłem wszystko wyjaśniły.  To nie jest rejs spacerowy.  Za późno się wycofać!!!

Świnoujście  23/6 2018.

Pierwsze spotkanie na dworcu w Świnoujściu z Kapitanem i załogą.  Nie da się ukryć.  Jestem 2, 3 a nawet 4 razy starszy od niektórych członków załogi.  Oni wszyscy mają patent Żeglarza Jachtowego a ja nie.   S/Y Bara Bara już przycumował po nocnych przeprawach.  Jest trochę do naprawy, trzeba nabrać wody, paliwa i zrobić aprowizację na 7 dni.  Kapitan mianuje Bartosza pierwszym oficerem, Gabi drugim.  Ja się zgłaszam na ochotniczo na kasjera.  Zakupy w Lidlu i Biedronce.  Kasia i Gabi przygotowany mają jadłospis na wszystkie 7 dni rejsu.  Pomagam przy zakupach.  Nabieramy wody i uzupełniamy paliwo 215 l.  Wszystko gotowe wyruszamy pod wieczór.

Bałtyk 

Na Bałtyku wiatr 6 w skali Beauforta.  Przygotujcie się na to, że wszyscy będziecie chorować mówi kapitan.  1967 na początku chorowałem ale potem już nie.  Może mnie nie weźmie.  Lepiej jednak nie schodzić pod pokład.  Szczególnie, że mojej grupie przypada „psia wachta” od północy do 4 rano.  Trzymam się jako tak, ale o 4 nie bardzo mam ochotę iść do koi.  „Romek idź spać” mówi kapitan.  Dziarsko odpowiadam, że podziwiam morze.  Ale o 5:00 schodzę po pokład.  I to był błąd.

Gdzieś nad ranem podarł nam się grot.  Idziemy na silniku, kierunek Bornholm.  Może tam jest ktoś co nam naprawi. Kapitan dzwoni po swoich kontaktach.  Ja dzwonię na Policję w Rönne.  Mówię po szwedzku.  Tłumaczę nasz problem.  Podają jakiś warsztat ale wątpią czy nam dziś naprawią.  Jest w końcu niedziela.  W niedzielę się nie pracuje.

Kapitan zmienia decyzję.  Jedziemy na silniku do Kopenhagi.  Będziemy w poniedziałek około południa.  O tyle bliżej celu.  Wiatr się uspokoił.  Noc piękna. Wschód też.  Po raz pierwszy w życiu widzę kanał Falsterbo, choć urodziłem się w Lund (50 km w głąb lądu) i tu mieszkałem pierwsze 30 lat.

Nad Sundem  rozpina się piękny most.  Nie było go za moich czasów.  Został otwarty w 2000 r.  Wcześniej do Kopenhagi pływało się promami albo wodolotami.  Dziś ten ruch zamarł.

Kopenhaga

Pierwszy port.  Kapitan zapoznaje nas z tradycją.  Trzeba wypić zdrowie tego portu i podziękować za bezpieczne przybycie.  Podstawowy obowiązek pierwszego oficera, przynieść jakiś szlachetny trunek.  Ten zwyczaj będzie się powtarzał w każdym porcie.

Przycumowaliśmy przy pałacu królowej Małgorzaty II.  Nie daleko są darmowe prysznice dla żeglarzy.  Trzeba tylko zapłacić opłatę portową.  Miły Duńczyk się pojawia i bierze żagiel do naprawy.  Jednak będzie naprawiony dopiero na jutro rano.  Spędzimy noc w Kopenhadze.

Wachta przygotowuje posiłek. Morze i wiatr zaostrzyły apetyt.  Rozkładamy talerze. Na każdy nałożona jest równa porcja.  Nikt nie może zostać pokrzywdzony.  Chcę zacząć jeść i napełnić pusty brzuch ale kapitan mnie powstrzymuje.  Czekamy aż wszyscy są gotowi.  Jesteśmy drużyną.

Idziemy zwiedzać.  Mam zaszczyt oprowadzać bo znam Kopenhagę dobrze z dawnych lat:  Pałac, Frederiks Kirke – Marmorkirken (kościół królewskich ślubów), Syrenka,  stara dzielnica portowa,  ulica deptak Ströget,  ratusz,  pomnik H.C. Andersena i Tivoli.

Wracamy na jacht.  Przeżycia ostatnich dwóch nocy zrobiły swoje.  Wystarczy, że się położę na koi i już zasypiam.

Następnego dnia po śniadaniu zakładamy naprawionego grota i wypływamy na ruchliwe wody.  Po drodze Landskrona, Helsingborg i Helsingör (zamek Hamleta Kronborg).  Promy tu kursują co 20 minut.  Trzeba uważać.  Kasia i Gabi podają najpyszniejszy obiad:  Kasza Kapitańska (kasza gryczana, kiełbasa, pieczarki, cebula, różne warzywa konieczne do szybkiego zjedzenia). Potem prosta do Göteborga.

Göteborg

Środa przed południem wpływamy do Göteborgu.  Kapitan zarządza „powitanie” miasta,  obiad i  jako, że ja nie znam tego miasta sam nas oprowadza.  Żaglowiec Viking, ogrody i oranżerię Trädgårdsföreningen.  O 17:00 dalej w drogę.  Musimy zdążyć do Sandefjord, najlepiej na piątek wieczór.

Kąpiel w Skagerrak

Czwartek jest piękny.  Niebieskie niebo. Słaby wiatr.  Mamy dobry czas.  Kapitan rozkazuje chwilę postoju na kąpiel morską.  Temperatura wody całkiem znośna po woli wszyscy wchodzą a niektórzy nawet wskakują.

W nocy z czwartku na piątek  wiatr 6 w skali Beauforta. Budzą mnie światłą czołowe na głowach nerwowo się poruszających członków załogi.  Pytam Pierwszego co się dzieje?  Zalewa silnik.  To co opuszczamy jacht?  Na razie nie!  Odwracam się na drugi bok i śpię dalej.

Rano Kapitan dziękuję młodym żeglarzom za sprawną i ofiarną pracę w nocy.  Zatkał nam się filtr paliwa i silnik stracił moc.  Przy wietrze 6B, dochodzącym do 7B w porywach, łódź mogła zacząć dryfować w kierunku skał.  Dzięki szybkiej akcja kapitana i młodych żeglarzy filtr został wymieniony.

Sandefjord

Do Sandefjord dotarliśmy w piątek wieczór.  Koniec przygody.  Uzupełnienie paliwa i wody.  Sobota rano ostatnie śniadanie, rozdanie świadectw.  Dobre oceny!!  Nadaję się na dalsze szkolenie na Sternika Jachtowego Morskiego.

Lubię sprzątać w kambuzie.  To robiłem w kuchni Stella Polaris 51 lat temu na tych samych wodach.  W sobotę rano ostatni raz sprzątam.

Pożegnania

Siła żywiołu, małość naszej łódki zmusza do pokory i współpracy.  Były pouczenia kapitana, bo to był rejs szkoleniowy.  Ale nie było kłótni.  Szkoda, że to już koniec.  Wszyscy żegnamy się mocnym żeglarskim uściskiem.  Teraz płyniemy dalej każdy własną ścieżką życia.  Zuzia, najmłodsza (16 l.), która dopiero za kilka lat zacznie dorosłe życie, już stawia odważne kroki.  Bruno co w tym roku zdał maturę rozpocznie studia.  Gabi i Andrzej za trzy tygodnie będą sobie ślubować wierność. Kasia wróci do swojego męża, też żeglarza, i utęsknionych córek.  Pierwszy oficer, czyli Bartosz, Andrzej, Marek i Robert popłyną na szerokie wody swojego młodego życia zawodowego.  No i Wojtek, znaczy Kapitan,  dzięki któremu ta przygoda była możliwa i dzięki jego nieustannej czujności zakończyła się szczęśliwie,  poprowadzi pewnie następnych młodych zapaleńców na nowe akweny.

A ja? Ja nie kończę.  To dopiero początek mojej żeglarskiej przygody.  S/Y Bara Bara płynie dalej do Lofotów,  jednego z najbardziej obfotografowanych miejsc na świecie.  Ja tam jeszcze będę.  Dziękuje Wojtku,  i dziękuję załogo za tą naszą wspólną przygodę.  Teraz czytam książkę o Krzysztofie Komedzie, na co nie było czasu na jachcie Bara Bara.

Gorąco polecam rejsy Navigare Yacht Club z Krakowa w miarę sprawnym emerytom.  Pomimo różnicy wieku byłem zaakceptowany jako członek załogi na równych warunkach. Od pierwszej chwili wszyscy mówili mi Romek.  Poczułem się 40 lat młodszy!!!

 

„Zadbaj o swoje życie.  Strzeż je dobrze.  Nie roztrwoń go.  Bo teraz jest to Twoja chwila na ziemi!”  –  Vilhelm Moberg, szwedzki pisarz.

– – – – – – –

Roman Kurowski: ur. 1949 w Lund, Szwecji i tam mieszkał pierwsze 30 lat za wyjątkiem okresu 3 lat studiów na UJ w Krakowie.  Potem pracował 12 lat w Los Angeles jako informatyk, 2 lata w Londynie jako analityk finansowy i od 1994 r. w Piasecznie k. Warszawy, prowadzi własną firmę.  

 

 

Facebook
YouTube
INSTAGRAM